› Fora › Kredyty dla firm › Faktoring, faktoring odwrotny › Faktoring odwrotny na opłacenie dostawców – kiedy to się opłaca? › Odpowiedz na: Faktoring odwrotny na opłacenie dostawców – kiedy to się opłaca?
Cześć.
Przy takiej sytuacji faktoring odwrotny może mieć sens, ale tylko wtedy, gdy po spokojnym policzeniu okaże się, że rabat za wcześniejszą płatność albo poprawa płynności są większe niż koszt finansowania. Sam mechanizm jest prosty: faktor opłaca fakturę dostawcy szybciej, a Twoja firma spłaca to później faktorowi. To rozwiązanie bywa szczególnie sensowne wtedy, gdy potrzeby są nieregularne i dotyczą konkretnych zakupów, a nie stałego finansowania całej działalności. Właśnie dlatego warto zestawić temat z krótszymi materiałami o kredycie dla firmy oraz finansach osobistych, bo wybór narzędzia powinien wynikać z rodzaju problemu, a nie z tego, co lepiej brzmi w prezentacji. Faktorzy i banki opisują faktoring odwrotny właśnie jako finansowanie zakupów i zobowiązań wobec dostawców, a nie klasyczne łatanie dziury w gotówce.
Najważniejsze pytanie brzmi więc nie „czy faktoring odwrotny jest modny”, tylko czy w Twoim przypadku daje przewagę handlową. Jeżeli dzięki szybszej płatności dostajesz realnie lepsze ceny, większy rabat albo lepszy priorytet dostaw, wtedy temat zaczyna się bronić. Jeżeli rabat jest symboliczny, a koszt usługi wyraźny, wtedy często lepszym i prostszym rozwiązaniem będzie zwykły kredyt obrotowy albo limit w rachunku. Dobrze to porównać z dłuższym podejściem do kiedy faktoring odwrotny ma sens przy nieregularnych zakupach i rabatach za wcześniejszą płatność oraz jak porównać faktoring odwrotny z kredytem obrotowym w małej firmie handlowej. Różnice między faktoringiem a kredytem obrotowym sprowadzają się zwykle do tego, że kredyt daje szerszy bufor na różne wydatki, a faktoring odwrotny lepiej pasuje do konkretnych faktur zakupowych i finansowania łańcucha dostaw.
W praktyce trzeba bardzo dokładnie policzyć nie tylko samą prowizję, ale cały koszt usługi. Najczęściej wchodzą w grę:
- prowizja od sfinansowanej faktury,
- odsetki za okres finansowania,
- czasem opłata za przyznanie lub gotowość limitu,
- oraz ewentualne dodatkowe koszty operacyjne.
To właśnie tutaj najczęściej znika przewaga, którą na początku obiecuje handlowiec. Bankier od lat zwraca uwagę, że przy faktoringu i podobnych narzędziach koszt trzeba oceniać szerzej niż tylko po jednej stawce z oferty, bo realne znaczenie mają także wymagania instytucji i konstrukcja limitu.
Jeżeli chodzi o dostawców, to w wielu branżach płatność od faktora nie jest dziś niczym egzotycznym, ale warto wcześniej sprawdzić, czy dany model wymaga ich zgody i jak wygląda obieg dokumentów. W części przypadków właśnie prostota procesu decyduje o tym, czy usługa poprawia płynność, czy tylko tworzy kolejne miejsce do pilnowania.
Najbardziej rozsądny model testowy wygląda zwykle tak: nie wdrażać tego od razu do całej firmy, tylko sprawdzić na największych fakturach zakupowych, gdzie różnica między rabatem a kosztem finansowania jest najbardziej widoczna. Jeżeli po 2–3 miesiącach widać, że zysk handlowy i płynność są realnie lepsze, wtedy dopiero warto myśleć o szerszym wykorzystaniu. Jeśli nie, prostsza linia obrotowa może być lepszym rozwiązaniem.
Podsumowując: faktoring odwrotny ma sens wtedy, gdy finansujesz konkretne zakupy, poprawiasz warunki handlowe u dostawców i nie płacisz za usługę więcej, niż na niej zyskujesz. Jeżeli rabat po wcześniejszej płatności ledwo przewyższa koszt finansowania albo przewaga jest symboliczna, wtedy prostszy kredyt obrotowy często wygrywa przejrzystością i mniejszą liczbą formalności.
Pozdrawiamy.
