Administrator Kredytowe-Forum.pl

Odpowiedź forum utworzona

Wyświetlanie 15 wpisów - od 1 do 15 (z 225 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • Cześć!

    Rozumiem stres – mieszkanie to duża decyzja, a BIK może być przeszkodą. Ale mam dla Ciebie dobrą wiadomość.

    Najpierw: wpis zniknie w 2028 (5 lat od pierwszego dnia zadłużenia), ale to nie oznacza, że do tego czasu nic nie możesz zrobić. Bank, który Ci odmówił hipoteki, to nie jedyny bank. Są banki bardziej elastyczne dla osób z przeszłością – zwłaszcza jeśli uzasadnisz, że to był epizod, a teraz masz stabilną pracę i regularne dochody.

    Druga rzecz: większy wkład własny, o którym wspominał bank, to nie kara – to ubezpieczenie dla banku. Jeśli zamiast 20% możesz dać 25-30%, znacznie zwiększasz szanse. Wkład własny pokazuje, że jesteś poważny i masz pieniądze. To zmienia kalkulację dla banku.

    Ubieganie się o usunięcie wpisu teraz? Prawie na pewno nie przejdzie, bo opóźnienia były większe niż 60 dni, a nie minęło 5 lat. Możesz spróbować, wysyłając pismo do BIK, ale nie liczę na sukces. Za to czekanie do 2028 to lepsza opcja.

    Praktycznie: nie czekaj do 2028. Spróbuj u innego banku TERAZ. Przygotuj się z wyższym wkładem własnym, weź pośrednika hipotecznego (zna banki, które są bardziej elastyczne), i złóż wniosek. Szczerze – jeśli zarabiasz regularnie i masz stabilną pracę, znajdzie się bank, który Ci da szansę. Może będą wymagać wyższych odsetek lub większego wkładu, ale to możliwe.

    Druga opcja: czekaj rok-dwa, w tym czasie spłacaj wszystkie zobowiązania na czas, i za rok-dwa starasz się o hipotekę. Wtedy wpis będzie jeszcze starszy, a Ty będziesz miał świeżą pozytywną historię.

    Ile masz wkładu własnego? I ile chciałabyś pożyczyć? To zmienia całą ocenę.
    Pozdrawiamy.

    w odpowiedzi na: Jak usunąć wpisy w BIK? #11155

    Cześć! Dobra wiadomość: wpisy w BIK można usunąć. Zła wiadomość: firmy, które mówią, że zrobią to za Ciebie za pieniądze, to scam.

    BIK to zwykły rejestr – nie ma magii. Wpisy znikają TYLKO w trzech przypadkach: jeśli dane są błędne (rzadko), jeśli spłaciłeś całość bez opóźnień dłuższych niż 60 dni, albo jeśli minęło 5 lat od spłaty zobowiązania, w którym miałeś opóźnienie powyżej 60 dni. Tyle. Bez wyjątków.

    Firmy, które reklamują usuwanie „złych wpisów za opłatą”, to oszuści. Robią jedno: wysyłają pismo do BIK z prośbą o usunięcie. Ty możesz to zrobić sam, za darmo. Piszesz do BIK, wysyłasz kopię raportu, wyjaśniasz swoją sprawę, i czekasz odpowiedź. Czasem BIK wyraża zgodę, czasem nie – ale pieniądze za to nie będą Ci potrzebne.

    Druga rzecz: bank ma 30 dni na odpowiedź na reklamację. Jeśli bank nie odpowiada, możesz wysłać pismo bezpośrednio do BIK z wycofaniem zgody na przetwarzanie danych. To działa wolniej, ale jest darmowe i skuteczne.

    Praktycznie: jeśli masz opóźnienia dłuższe niż 60 dni, czekaj 5 lat od spłaty. Jeśli masz opóźnienia krótsze, możesz się ubiegać o usunięcie teraz. Ale nie płacisz nikomu za to – to są Twoje dane, BIK musi Ci je udostępnić.

    Starannie się tej spamy „usunięcie wpisów za 500 zł”. To nie działa. Czekanie, dyscyplina finansowa, i systematyczne budowanie dobrej historii – to działa.

    Pozdrawiamy.

    w odpowiedzi na: BIK i historia kredytowa po problemach z długami #11154

    Cześć!

    Dobrze, że spłaciłeś długi – to już coś. Ale teraz musisz być cierpliwy, bo algorytmy pamiętają dłużej niż człowiek.

    Opóźnienia w BIK zostają przez 6 lat od momentu spłaty. Jeśli spłaciłeś wszystko 2 lata temu, to masz jeszcze 4 lata, zanim wpisy znikną automatycznie. To brzmi pesymistycznie, ale banki też liczą lata – te najstarsze opóźnienia ważą mniej niż świeże. Czyli dla banku Twoje opóźnienia z 2 lat temu to już słaby sygnał, niekoniecznie wyrok.

    Druga rzecz: możesz poprosić bank, który udzielił kredytu, o wpisanie informacji o spłacie. Formalnie BIK to rejestr obiektywny, ale banki czasem wpisują dodatkowe uwagi – „opóźnienie rozwiązane, kredyt spłacony”. To nie kasuje negatywu, ale pokazuje kontekst.

    Karta kredytowa do poprawy BIK – tak, to działa, ale powoli. Jeśli regularnie używasz karty i spłacasz całość co miesiąc, bank widzi Cię jako wiarygodnego. Za 6-12 miesięcy takiego zachowania Twój scoring się poprawi. Ale to nie cudowny lekarek – to systematyczna praca.

    Praktycznie: weź kartę kredytową (najlepiej u banku, w którym chciałbyś wziąć hipotekę), wydawaj na niej małe kwoty (benzyna, jedzenie), i spłacaj całość co miesiąc. Po roku aplikujesz o hipotekę – wtedy będziesz miał świeższą pozytywną historię, która trochę zagłuszy stare opóźnienia.

    Drugą opcję: poczekaj jeszcze rok. Czym starsze opóźnienia, tym mniej znaczą. Za rok aplikujesz, a to już będzie 3 lata od problemu – znacznie lepiej.

    Trzecia opcja: pośrednik hipoteczny. Zna banki, które są bardziej elastyczne dla osób z przeszłością. Niekoniecznie każdy bank, ale są tacy, którzy dają szansę.

    Ile czasu możesz czekać? Bo szczerze – czekanie + systematyczne spłacanie karty kredytowej to najtańszy sposób na naprawę BIK.

    Pozdrawiamy.

    Cześć! Zaskoczenie rozumiem – na papierze Twoja sytuacja wygląda solidnie. Ale banki nie patrzą tylko na liczby.

    Pierwsza rzecz: zapytania w BIK to rzeczywiście mogą być problemem, ale raczej nie głównym. Cztery zapytania w 3 miesiące to trochę dużo – dla każdego nowego banku to wygląda jak desperacja, ale jedna odmowa z tego powodu? To byłoby dziwne. Bardziej prawdopodobne jest, że bank miał konkretny powód i nie chce go ujawniać (podatność na PR, polityka kredytowa zmieniona w ostatnich tygodniach, coś w dokumentach, co algorytm wyłapał).

    Druga rzecz: „polityka kredytowa banku” to wymówka. To może oznaczać, że bank po prostu ogranicza kredyty hipoteczne (może ma już dużo portfela, może czeka na zmianę stóp), lub że Twój profil nie pasuje do obecnego systemu ratingowego. Czasami zmienia się taka polityka w ciągu dni, a klient nie ma o tym pojęcia.

    Co robić teraz? Nie składaj kolejnych wniosków natychmiast. Czekaj 4-6 tygodni. W tym czasie każde zapytanie w BIK zbiera się, a banki są mniej skłonne do udzielania kredytów, jeśli widać, że ktoś aplikuje wszędzie. Poza tym, daj sobie czasu na analizę – może być jakiś mały szczegół w dokumentach, który musisz wyjaśnić.

    Przed kolejnym podaniem: skontaktuj się z pośrednikiem hipotecznym. To bezpłatne (bierze prowizję od banku, nie od Ciebie). Pośrednik zna specjalizacje banków – które są elastyczne, które mają niższe wymagania, które czasem akceptują rzeczy, które inni odrzucają. Dodatkowo przygotuje Cię do aplikacji – powie, co banki będą chciały widzieć, i może zapobiegnie drugiej odmowie.

    Druga opcja: poproś bank, który Cię odrzucił, o dokładne uzasadnienie. Nie zawsze się da, ale warto spróbować. Czasem okazuje się, że to błąd w dokumentach lub coś, co można wyjaśnić.

    Trzecia rzecz: Twoja zdolność kredytowa nie jest zła. 16 000 zł razem to solidna podstawa, 20% wkład własny to świetnie. Problem może być w czymś innym – struktura umowy o pracę (jeśli kogoś z Was jest w okresie próbnym), historia zatrudnienia zbyt krótka (4 lata to ok, ale niektóre banki chcą 5), lub coś w dokumentach, co wygląda podejrzanie dla algorytmu.

    Praktycznie: czekaj, przygotuj się z pośrednikiem, i składaj wnioski w bankach, które są znane z elastyczności (mBank, ING, albo banki second-tier). Nie składaj wszędzie naraz – lepiej trzy celne wnioski niż dziesięć losowych.

    Pozdrawiamy.

    Cześć!

    Spokojnie – to nie jest tak dramatyczne, jak się wydaje, ale rozumiem frustrację.

    Bank obniżył Ci limit głównie dlatego, że przez dwa miesiące miałeś na karcie saldo 3 000-4 000 zł. Dla algorytmu banku to wygląda jak „klient nie wydaje, więc nie potrzebuje wysokiego limitu”. To nie kara, to mechaniczne podejście – bank chce efektywnie zarządzać ryzykiem. Fakt, że spłacałeś na czas, to dodatkowy punkt dla Ciebie, ale algorytm często patrzył na wzorce wydawania, a nie na historię spłat.

    Czy wpłynęło na BIK? Nie. Obniżenie limitu przez bank to wewnętrzna decyzja – nie trafia do BIK. Twoja historia spłat tam się nie zmienia. BIK rejestruje opóźnienia, zadłużenie, ale nie obniżenie limitu. Więc spokojnie na tym froncie.

    Co możesz zrobić? Po pierwsze, zaczyna wydawać na karcie – wydawaj normalnie, spłacaj normalnie. Za kilka miesięcy bank może przywrócić limit, bo będzie widać, że znowu aktywnie używasz kartę. Po drugie, możesz zadzwonić do banku i polecić sobą, że chcesz przywrócenie limitu – czasem się da, jeśli argumentujesz historią dobrych spłat.

    Trzecia opcja: jeśli chcesz kartę u konkurencji ze względu na cashback, nie ma w tym nic złego. Ale pamiętaj, że jeśli zaciągniesz nową kartę, to będzie kolejna Hard Inquiry w BIK (aplikacja o kredyt). Pojedyncza aplikacja to nie problem, ale jeśli w krótkim czasie zaaplikujesz u trzech banków, to bank widzi Cię jako desperata szukającego kredytu.

    Praktycznie: czekaj trochę, wydawaj normalnie na obecnej karcie, i za 2-3 miesiące zrób drugi krok. Obniżenie limitu to nie koniec świata.

    Pozdrawiamy.

    Cześć!

    Dobrze, że pytasz – wiele osób nie wie, że taka pomoc w ogóle istnieje.

    Poradnie dla zadłużonych to Twój pierwszy przystanek. Przy każdym urzędzie gminy jest darmowa porada od specjalisty, który zna prawo i może Ci pomóc przygotować pisma do wierzycieli, wyjaśnić Twoje prawa, i ocenić, które rozwiązanie ma sens. To naprawdę bezpłatne i jest to najlepsza inwestycja Twojego czasu.

    Program pomocowy dla osób w trudnej sytuacji finansowej – zwykle to czasowe wsparcie (zasiłek, dodatek) na podstawie dochodów. Nie rozwiąże Ci wszystkich długów, ale może dać oddech na kilka miesięcy. Spytaj w ośrodku pomocy społecznej na Twoim terenie.

    Jeśli masz problemy z windykacją – są też organizacje pozarządowe, które udzielają bezpłatnych porad prawnych. UOKiK również może Ci pomóc, jeśli uważasz, że bank naruszył Twoje prawa konsumenta.

    Upadłość konsumencka to też forma wsparcia, ale ostateczna – jeśli naprawdę nie masz szans spłacić długów. Sąd może umorzyć część zadłużenia, ale to proces złożony i trwa.

    Praktycznie: zanim pomyślisz o czymś innym, wejdź do poradni dla zadłużonych. To bezpłatnie, szybko, i doradca powie Ci, co dokładnie możesz zrobić w Twojej sytuacji. Nie marnuj czasu na szukanie chwilówek czy innych pułapek.

    Ile masz długu i jaki jest Twój dochód? To zmienia wszystko.

    Pozdrawiamy.

    Cześć!

    Rozumiem sytuację, ale przestroga: jeśli banki Cię odrzucają, to dlatego, że ryzyko jest zbyt wysokie. A jeśli banki widzą wysokie ryzyko, to firmy pożyczkowe będą Cię eksploatować bez litości.

    Pożyczki dla zadłużonych to zwykle parabanki, które oferują pieniądze tym, którzy nie dostają ich u bankowców. Brzmi dobrze, aż do momentu, gdy widzisz RRSO – 200-400%, czasem wyżej. Na pożyczce 3 000 zł zaraz będziesz winien 5 000. To nie rozwiązanie, to rozciągnięcie problemu.

    Druga rzecz: firmy takie jak Wonga, Vivus czy Provident to nie oszuści, ale też nie Twoi przyjaciele. Działają legalnie, ale w ramach prawa, które pozwala im naliczać astronomiczne oprocentowanie. To jak pożyczka od gangu – formalnie legalna, ale jeśli nie zapłacisz, będą Cię gonić.

    Zamiast pożyczki dla zadłużonych spróbuj najpierw tego: skontaktuj się z poradnią dla zadłużonych. Doradca oceni Twoją sytuację i może zaproponuje negocjacje z wierzycielami lub czasową redukcję rat. To bezpłatne i skuteczniej niż szukanie nowych długów.

    Jeśli naprawdę potrzebujesz pilnie pieniędzy, spróbuj rodziny, znajomych, pracy dorywczej – cokolwiek zamiast pożyczki dla zadłużonych. To ostateczność.

    Ile Ci brakuje na pilne wydatki? Może jest realistyczne rozwiązanie niż chwilówka?

    Pozdrawiamy

    w odpowiedzi na: Refinansowanie kredytu hipotecznego – kiedy warto? #11123

    Cześć!

    Refinansowanie to rzeczywiście może być dobry ruch, ale trzeba wiedzieć, kiedy się go opłaca.

    Refinansowanie to zaciągnięcie nowego kredytu hipotecznego u innego banku, żeby spłacić stary. Po co? Jeśli nowe RRSO jest wyraźnie niższe (chociażby o 1-2%), to może Ci się opłacić. Np. wziąłeś kredyt 5 lat temu za 5%, a teraz możesz wziąć za 3,5% – to oszczędzisz kilkadziesiąt tysięcy złotych przez pozostały okres.

    Plusy: niższe RRSO = niższa rata lub szybsza spłata, możliwość negocjacji nowych warunków z nowym bankiem. Minusy: koszty refinansowania (prowizja, wycena nieruchomości, opłaty sądowe) mogą sięgnąć kilku tysięcy złotych, więc musisz sprawdzić, czy oszczędzisz więcej, niż wydasz. Dodatkowo – jeśli masz już spłacone kilka lat, refinansowanie restartuje licznik – znowu będziesz spłacać od zera.

    Na czym patrzeć: różnica w RRSO musi być co najmniej 1-1,5 procenta, żeby warto było. Jeśli tylko 0,3%, to koszty refinansowania cię nie opłacą. Sprawdź też, ile lat kredytu Ci zostało – jeśli spłacałeś 15 lat z 20-letniego kredytu, refinansowanie znowu na 20 lat oznacza, że będziesz jeszcze 5 lat dłużej spłacać.

    Praktycznie: poproś kilka banków o wycenę refinansowania (ile by kosztowało całe przedsięwzięcie). Porównaj koszty z oszczędzeniami. Jeśli oszczędzisz więcej, niż wydasz – działaj. Jeśli margines jest mały – czekaj na lepszy moment.

    Najlepszy moment? Gdy stopy spadają (tak było niedawno) i RRSO u konkurencji jest wyraźnie poniżej tego, co masz. Teraz (styczeń 2026) warunki mogą być sprzyjające.

    Jaki masz obecny RRSO i ile lat kredytu Ci zostało?

    Cześć!

    To trudna sytuacja, ale zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, musisz wiedzieć, w czym dokładnie jesteś.

    Zacznij od audytu – wypisz każdy dług, do kogo, ile, RRSO, termin spłaty. Sprawdź BIK, żeby zobaczyć, co tam jest zanotowane. To zajmie Ci godzinę, ale będziesz wiedzieć, co się dzieje. Bez tego wszystkie dalsze kroki to strzały w ciemność.

    Negocjacje z wierzycielami to zawsze pierwszy krok. Nie proś – pisz. Pismo polecone do każdego banku/pożyczkodawcy z prośbą o przesunięcie rat, czasową obniżkę czy wydłużenie okresu spłaty. Powód może być prosty: bezrobocie, choroba, zmniejszony dochód. Banki biorą takie pisma poważnie, bo wiedzą, że alternatywa to windykacja i straty.

    Konsolidacja ma sens tylko wtedy, gdy Twoje RRSO średnio jest wysokie, a możesz dostać kredyt konsolidacyjny za niższe oprocentowanie. Jeśli już masz zły scoring, konsolidacja może nie przejść, a jeśli przejdzie, to za drogie warunki. Dlatego najpierw negocjuj – może się okaże, że nie potrzebujesz konsolidacji.

    Upadłość konsumencka to ostateczność. Bierzesz ją, gdy rzeczywiście nie masz szans spłacić długów bez drastycznych zmian (straciłeś pracę, masz poważną chorobę). Proces trwa minimum rok, wpis do rejestru utrzymuje się lata, a kredyty będą dla Ciebie droższe albo niedostępne. Ale jeśli to jedyna opcja – czasem warto.

    Praktycznie: najpierw poradnia dla zadłużonych. Darmowa, przy urzędzie gminy. Doradca oceni Twoją sytuację i powie, która ścieżka ma sens. Może się okazać, że negocjacje wystarczą, może trzeba konsolidacji, może rzeczywiście trzeba upadłości. Ale bez profesjonalnej oceny ryzykujesz złą decyzję.

    Ile masz długu razem? Ile zarabiasz? To zmienia wszystko.

    w odpowiedzi na: Kredyt konsolidacyjny bez BIK – czy warto? #11121

    Cześć!

    Kredyt bez sprawdzania BIK to nieoficjalnie kredyt dla ludzi, którzy są nieuczciwi lub desperaci. Firmy, które oferują takie kredyty, wiedzą, że ryzykują – dlatego naliczają oprocentowanie, które pozwoli im zarobić, nawet jeśli połowa klientów nie zapłaci. RRSO sięga 30-50%, czasem wyżej. To drożej niż chwilówki.

    Druga rzecz: kredyt bez BIK zazwyczaj oferują parabanki, czyli firmy pożyczkowe. Pracują inaczej niż banki – mogą być bardziej agresywni w windykacji, mogą sprzedać Twój dług jakiejś firmie windykacyjnej za grosze, i wtedy rzeczywiście możesz mieć problemy.

    Trzecia rzecz: jeśli masz złą historię kredytową, to oznacza, że już raz nie spłacałeś lub spłacałeś z opóźnieniami. Wziąć nowy kredyt na konsolidację oznacza, że stwarzasz sobie nowy problem, zamiast rozwiązywać stary. Jeśli nie potrafisz spłacać pięciu rat, to nie spłacisz jednej większej.

    Praktycznie: zanim weźmiesz cokolwiek bez BIK, spróbuj negocjacji z obecnymi wierzycielami. Wyślij pismo do każdego, że chcesz konsolidować i pytaj, czy są gotowi pracować z Tobą. Wiele osób tego nie robi, bo myślą, że to nie zadziała. Ale banki wolą renegocjować niż tracić klienta.

    Jeśli naprawdę masz zły BIK, skontaktuj się z poradnią dla zadłużonych – pokażą Ci, jakie masz rzeczywiste opcje, i czy konsolidacja w ogóle ma sens w Twojej sytuacji.

    Ile masz długu razem? I w jaki sposób go zaciągnąłeś – które firmy?

    w odpowiedzi na: Pożyczki pozabankowe online – gdzie najlepiej? #11120

    Cześć! Rozumiem pokusę – szybkość i brak zbędnych papierów to kuszące rozwiązanie. Ale stop, zanim klikniesz „potwierdź”.

    Pożyczki online (Wonga, Provident, Vivus, Bocian) działają szybko, bo nie robią żadnych badań. Pieniądze dostaniesz naprawdę w kilka minut. Ale cena za tę szybkość? Oprocentowanie to koszmar – RRSO sięga 300-400%, czasem i wyżej. Na pożyczce 5 000 zł na rok zapłacisz 2 000-3 000 zł samych odsetek. To nie pożyczka, to pułapka.

    Jeśli rzeczywiście potrzebujesz szybko, najpierw spróbuj banku – firmy takie jak mBank czy ING dają decyzję w 24 godziny, a RRSO jest 10 razy niższe. Tak, trzeba wysłać dokumenty, ale to zajmie Ci 30 minut. To naprawdę warto poczekać te 24 godziny, zamiast wpłacać się w chwilówkę.

    Jeśli bank Cię odrzuci – wtedy zwróć uwagę, że problem nie leży w szybkości, ale w Twoim scoringu kredytowym. Chwilówka to nie rozwiązanie, to zawieszenie problemu. W momencie, gdy nie będziesz mieć na następną ratę chwilówki, weźmiesz drugą. A potem trzecią. To tak działa – spirala zadłużenia.

    Praktycznie: jeśli musisz brać chwilówkę, bierz to, co rzeczywiście potrzebujesz (nie „może się przyda”), i spłacaj ją zaraz, jak tylko będziesz miał pieniądze. Nie przedłużaj terminu spłaty – każde przedłużenie dodaje kolejny miesiąc odsetek.

    Szczerze: przeczytaj o pożyczkach pozabankowych – tam zobaczysz, co się dzieje z ludźmi, którzy wpadli w pułapkę chwilówek.

    Ile Ci brakuje? Może jest inne rozwiązanie niż chwilówka?

    Pozdrawiamy.

    Cześć! Na dziś nie ma jednego „najlepszego banku” – zależy od Twojej sytuacji. Ale mogę Ci powiedzieć, na co patrzeć.

    Zapomnij o oprocentowaniu – patrz na RRSO. To jedyna liczba, którą możesz porównywać. PKO BP, mBank, ING, Santander zazwyczaj oferują RRSO między 8-10%, ale to zależy od Twojego scoringu kredytowego. Jeśli masz gorszy BIK, oferta będzie droższa u każdego. Różnice między bankami potrafią być kilka procent, a to zmienia ratę nawet o kilkaset złotych rocznie.

    Najlepiej sprawdź nasze porównanie kredytów gotówkowych – tam są konkretne RRSO i plusy/minusy każdej oferty. Dodatkowo możesz się podeprzeć TotalMoney, Moneteo czy Bankier, żeby sprawdzić, czy kolejność banków się pokrywa. Jeśli widzisz ten sam bank u każdego w top 3 – to dobry znak.

    Czynniki, które rzeczywiście liczą się: RRSO (oczywiście), prowizja (idealnie 0%), czy ubezpieczenie ASO jest obowiązkowe czy nie (jeśli obowiązkowe, dodaj 2-3% do RRSO), okres spłaty (dłuższy = niższa rata, ale więcej odsetek razem), możliwość wcześniejszej spłaty bez kar. Każdy bank to układa inaczej, dlatego nie patrzysz na pół-ofertę – bierzesz całość.

    Doradca finansowy? Jeśli bierze prowizję z kredytu, to słaba opcja – on preferuje bank, który mu daje procent. Jeśli pracuje za stałą opłatę i nie ma związku z żadnym bankiem, wtedy może być przydatny. Ale szczerze: jeśli potrafisz przeczytać kilka ofert z rankingu i porównać RRSO, sam stanowisz sobie za adwokata.

    Jaka jest Twoja sytuacja – ile chcesz pożyczyć i na ile lat?

    Pozdrawiamy.

    w odpowiedzi na: Jakie są alternatywy dla kredytu frankowego? #11118

    Cześć!

    Przewalutowanie to nie magia, ale czasem może Ci pomóc – zależy od sytuacji.

    Przewalutowanie to zamiana kredytu frankowego na złotowy. Teoretycznie: frank rośnie, więc jeśli przechodzisz na złote teraz, blokujesz obecny kurs i nie ryzykujesz dalszych podwyżek rat. Ale praktycznie: bank przy przewalutowaniu doda sobie marżę, mogą być opłaty, a przede wszystkim – jeśli frank spadnie, będziesz żałować. To gra w ruletę.

    Wiele banków i tak już oferuje przewalutowanie, bo widzą, że frankowe kredyty to PR-owy koszmar dla nich. Spytaj wprost swojego banku, czy mogą Ci przeliczyć na złote. Nie boli pytać. Niektóre banki robią to za niewielką opłatą, inne chcą za dużo – porównaj oferty.

    Renegocjacja warunków to realistyczniejsza opcja. Możesz negocjować marżę (obniżkę spreadu), zmianę okresu spłaty, czy przesunięcie rat. Bank woli renegocjować niż tracić klienta, który pójdzie do sądu. Pismo polecone z propozycją zawsze działa lepiej niż rozmowa telefoniczna.

    Praktycznie: najpierw zażądaj od banku propozycji przewalutowania na złote – zobaczysz, co to będzie kosztować. Jednocześnie wystaw pismo z prośbą o obniżkę marży lub zmianę warunków. Bank będzie bardziej elastyczny, jeśli zobaczą, że masz opcje.

    Unikaj szybkich decyzji. Frankowce to długotrwały problem, nie ratuj się pierwszą propozycją, która się pojawi. Porównaj kilka wariantów, przeanalizuj na papierze, i dopiero wtedy działaj.

    Pozdrawiamy.

    Cześć!

    To trudne pytanie, bo odpowiedź zależy od Twojej sytuacji i zasobów finansowych.

    Walka o unieważnienie to proces długi – mówię o 2-5 latach w sądzie. Niektórzy wygrywają, ale nie wszyscy. Sądy uznają, że klauzule w umowach frankowych były niedozwolone (zwłaszcza te dające bankowi prawo do jednostronnej zmiany warunków), ale każda sprawa jest inna. Jeśli bank miał prawo zmienić oprocentowanie lub marżę, a robił to transparentnie – trudniej wygrać.

    Potrzebujesz adwokata specjalizującego się we frankach – bez niego szanse są bliskie zeru. A adwokat to koszt 2 000-10 000 złotych, czasem prowizja od kwoty, którą wygrasz. Jeśli przegrasz, te pieniądze są stracone. Dlatego najpierw konsultuj się u adwokata (czasem pierwsza rozmowa jest bezpłatna), on oceni, czy masz szanse.

    Dokumenty, które będą potrzebne: umowa kredytowa (oryginał), wszystkie pisma od banku dotyczące zmian oprocentowania lub marży, wyciągi pokazujące, jak rosły Twoje raty, dowody Twoich zapłat. Im więcej masz dokumentacji, tym lepiej dla Ciebie.

    Praktycznie: zanim podejmiesz decyzję, skontaktuj się z poradnią frankowców (są darmowe). Oni ocenią, czy warto walczyć w Twojej konkretnej sytuacji. Czasem bank się dogada, jeśli zobaczą, że Ty serio idziesz do sądu – nie lubią złego rozgłosu w mediach.

    Ryzyko: jeśli przegrasz, jesteś biedniejszy o honorarium adwokata i emocjonalnie wyczerpany. Ale jeśli wygrasz, mogą być odszkodowania lub umorzenie części długu. To kwestia szans i Twojego stanu psychicznego – czy możesz żyć w niepewności przez lata?

    Rada: nie bierz tego decyzji na emocjach. Przeanalizuj razem z adwokatem, czy masz szanse, i dopiero wtedy decyduj.

    Pozdrawiamy.

    w odpowiedzi na: Jakie są aktualne problemy z kredytami frankowymi? #11115

    Cześć!

    Kredyty frankowe to rzeczywiście gorący temat i słusznie się martwisz.

    Krótko: frank szwajcarski od lat rośnie względem złotego, a Ty spłacasz kredyt w frankach. Jeśli wziąłeś kredyt na 300 000 CHF, a frank podrożał o 30%, to matematycznie Twój dług wzrósł o kilkadziesiąt tysięcy złotych, choć nic nie zmieniło się w umowie. To nie jest uczciwe, ale tak działa system.

    Sprawy sądowe toczyły się lata, a wyniki są mieszane. Sądy mówiły, że niektóre klauzule były niedozwolone (te mówią, że bank może zmienić warunki bez Twojej zgody), ale nie ma uniwersalnego wyroku na wszystkie frankowce. Każda sprawa jest oceniana osobno. Niektórzy wygrywają odszkodowania, inni nie.

    Opcje, które masz: złożyć pozew o unieważnienie umowy (kosztuje, ale czasem się opłaca), negocjować z bankiem na umorzenie różnicy, albo czekać i modlić się, że frank spadnie. Prawda jest taka, że bez adwokata zajmującego się frankami trudno Ci będzie wygrać, a adwokat to koszt.

    Rada: skontaktuj się z organizacjami frankowców (są darmowe poradnie), one wiedzą aktualnie, jakie są decyzje sądowe i czy w Twojej sytuacji warto walczyć. Czasem Bank może się dogadać, jeśli zobaczą, że idziesz do sądu – lubią unikać problemów z opinią publiczną.

    Na razie czekaj na więcej informacji od fachowców. To nie problem, który musisz rozwiązywać sam.

    Pozdrawiamy.

Wyświetlanie 15 wpisów - od 1 do 15 (z 225 w sumie)