Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
Cześć!
To pytanie jest trochę poza moją specjalizacją jako specjalisty od finansów osobistych i kredytów – inwestowanie na giełdzie to już serio inny temat. Ale dam Ci krótką orientację.
DCA (Dollar Cost Averaging) to rzeczywiście smart strategia – inwestujesz regularnie małe kwoty (np. 500 zł miesięcznie) zamiast wszystko naraz. To zmniejsza ryzyko wpadnięcia na szczyt ceny. Dla początkującego to lepsze podejście niż czekanie na „idealny moment”, bo nikt nie wie, kiedy ten moment będzie.
Czy wchodzić teraz? Jeśli masz 15 lat – na pewno na giełdzie będziesz zarabiać więcej niż na lokacie (teraz 4-5% rocznie). Ale to nie jest gwarancja, to DŁUGOTERMINOWE podejście. Jeśli za rok będziesz potrzebować tych pieniędzy, nie wchodź teraz.
OFE czy ETF? OFE to bardziej dla leniwych (pracuje za Ciebie), ETF to bardziej dla osób, które chcą kontrolować. OFE bierze prowizję 0,4% rocznie, ETF może być znacznie taniej. Ale to temat na osobną rozmowę z doradcą.
Szczerze: to pytanie powinnaś zadać doradcy inwestycyjnemu, a nie na forum kredytowym. Tam dostaniesz profesjonalną ocenę, jakie ETF-y, jakie brokerzy, jakie prowizje. Ja specjalizuję się w tym, jak sobie nie pożyczać nieopatrznie, a nie jak zarabiać na giełdzie.
Ale jedno: jeśli zastanawiasz się, czy czekać, czy wchodzić, to znaczy, że nie jesteś pewna. Jeśli nie jesteś pewna – czekaj.
Inwestowanie wymaga pewności w strategii, a nie emocji.
Pozdrawiamy.Cześć!
To rzeczywiście frustrujące – bank, w którym byłeś lata, zaczyna Cię tratować jak tymczasową opcję. Ale zanim się przenosisz, rozpracujmy to logicznie.
Najpierw: ile naprawdę tracisz u bieżącego banku? Policz dokładnie – prowizje, opłaty, utracone bonusy rocznie. Jeśli to 100-200 zł rocznie, to jedna rzecz. Jeśli to 1000 zł rocznie, to już inna. Porównaj to z bonusem 50 zł od nowego banku – to nie wyrównuje różnicy za cały rok.
Druga rzecz: przenoszenie konta to rzeczywiście bzdura, ale da się to zrobić. Bank Y powinien mieć usługę „przesunięcia konta” – gdzie oni się kontaktują z Twoim starym bankiem, przechodzą przychody i polecenia stałe. To nie będzie idealne (zawsze coś mi umknie), ale da się zaradzić. Jako przedsiębiorca będziesz musiał sam powiadomić ZUS, KRUS i klientów o zmianie konta, ale to już się robi mailem.
Trzecia rzecz: nowy bank to zawsze ryzyko. Bank Y – sprawdzić, czy ma licencję NBP, czy jest ubezpieczony w BFG (do 100 000 zł). Jeśli tak – bezpieczny. Ale czytaj opinie przedsiębiorców, nie ogólnie o banku. Dla przedsiębiorcy liczy się obsługa rachunku biznesowego, a nie konta osobistego.
Czwarte: przed przeniesieniem upewnij się, że będziesz rzeczywiście oszczędzać. Nie bierz banku Y, bo ma bonу – bierz go, bo naprawdę cieszą Cię warunki. Bonу za 50 zł to marketing, a Ty planujesz na lata.
Praktycznie: zostań gdzie jesteś JEŚLI stary bank przychyli się do negocjacji. Napisz do kierownika oddziału: „Myślę o przeniesieniu do banku Y, bo macie zbyt wysokie opłaty. Co możecie mi zaoferować?” Czasem banki przychodzą do siebie, bo tracą klienta, strasząc lepszymi warunkami. Jeśli nie – przechodzisz do Y, ale spokojnie, bez pośpiechu.
Jaki bank Y masz na myśli?
2026-01-28 o 10:31 w odpowiedzi na: Ile będzie mi emerytury jeśli przejdę na nią w 2030 roku? #11198Cześć!
To ważne pytanie, ale szczerze – to więcej niż forum kredytowe, to doradztwo emerytalne. Mimo to spróbuję Ci pomóc.
Emerytura w 47 lat bez kar to nie jest możliwe w Polsce. Powszechny wiek emerytalny to 60 lat dla kobiet (niedawno podwyższony z 60 do 65, ale przywrócono 60), a jeśli chcesz wcześniej – będą kary. Znaczące kary. Na każdy rok wcześniej dostajesz minus 4,76% rocznie. Czyli na emeryturę w 47 lat (13 lat wcześniej) to minus 62% do emerytury. Nie 62% od swojej kwoty – 62% mniej niż byś dostała w 60 lat.
Oszczędzanie na lokacie to dobry pomysł, ale to nie uzupełnienie emerytury – to własne pieniądze. Jeśli przez 3 lata (do 47 lat) odłożysz sobie np. 1000 zł miesięcznie, to będziesz miała 36 000 zł. To daje Ci oddech na kilka lat, ale potem będziesz musiała żyć z bardzo niskiej emerytury.
Dobrowolne wpłaty do ZUS? Teoretycznie mogą zwiększyć Ci przyszłą emeryturę, ale to temat na osobną rozmowę z doradcą ZUS. To działa, ale wymaga konsultacji.
Realistycznie: praca do 60 lat to jedyna opcja, jeśli chcesz mieć jakąś przyzwoitą emeryturę. Ale jeśli stres Cię zabija, może trzeba zmienić pracę? Z 4500 zł brutto możesz znaleźć coś mniej stresującego, zarabiając podobnie. Pielęgniarką byś nie była, ale może lepsza dla zdrowia psychicznego. To byłoby mądrzejsze niż brać emeryturę obciętą o 60%.
Druga opcja: skontaktuj się z doradcą emerytalnym ZUS – oni oferują bezpłatne konsultacje i mogą Ci dokładnie wyliczyć, co będziesz dostawać w różnych scenariuszach.
To pytanie wymaga bardziej profesjonalnego podejścia niż forum.
Ale krótko: emerytura w 47 lat bez kar to się nie uda.
Plan B?
Pozdrawiamy.
Cześć!
Rozumiem pokusę – meble, okna, łazienka to rzeczy, które chcesz mieć. Ale zatrzymaj się na chwilę i przeanalizuj to bez emocji.
Twoje łączne dochody to 6000 zł, już masz hipotekę 1400 zł, nowy kredyt to 312 zł. Razem zobowiązania to 1712 zł, czyli 28% dochodów. Matematycznie jest ok, ale zostaje Ci 4288 zł na wszystko – mieszkanie, jedzenie, media, ubezpieczenie, benzynę, ubrania, urlop. To napięte, szczególnie jeśli macie dzieci.
Druga rzecz: wszystkie te rzeczy – meble, okna, łazienka – to są wydatki, które możesz robić stopniowo. Teraz okna, za pół roku meble, za rok łazienka. Zamiast brać kredyt na 15 000 zł, mogłeś by oszczędzać przez następne lata i robić to bez odsetek. Czytasz o inflacji i wzroście stóp – jeśli się obawiasz, to właśnie powód, żeby nie brać kredytu. Wzrost stóp nie dotknie Ciebie w tym kredycie (ma stałą ratę), ale oznacza, że pieniądze będą warte mniej, a wydatki wzrosną. To będzie ciśnięcie na budżet.
Trzecia rzecz: 7,8% to nie jest złe oprocentowanie, ale przywróć sobie rzeczywistość – zapłacisz 18 720 zł razem (15 000 + odsetki). To jak kupowanie mebli za prawie 19 000 zł zamiast 15 000 zł. Czy te meble, okna i łazienka są warte dodatkowych 3700 zł odsetek? Jeśli tak – rób to. Jeśli nie – czekaj.
Negocjacje z bankami? Możesz spróbować, ale przy RRSO 7,8% bank już Ci daje coś rozsądnego. Mogą obniżyć o 0,2-0,5%, ale to będzie kilkadziesiąt złotych rocznie – nie zmieni to całej oceny.
Czekaj czy bierz teraz? Jeśli naprawdę POTRZEBUJESZ (okna przeciekają, łazienka nie funkcjonuje), to bierz. Jeśli to są CHĘCI (chciałbym nowe meble, fajnie by było), to czekaj i oszczędzaj. Różnica między potrzebą a chęcią to różnica między mądrą decyzją a pułapką.
Co jest najbardziej pilne z tych trzech rzeczy?
Pozdrawiamy.
2026-01-28 o 10:24 w odpowiedzi na: Chwilówka 2000 zł na tydzień – czy to pierwsza linijka upadku finansowego? #11195Cześć!
Rozumiem, że to pilne, ale czekaj – zanim weźmiesz chwilówkę, spróbuj czegoś innego.
Zaliczka u pracodawcy to najlepsze rozwiązanie, jeśli jest możliwe. Musisz tylko powiedzieć, że masz nagłą potrzebę finansową i że dostaniesz pensję za kilka dni. Większość pracodawców to robi bez problemu, a zaoszczędzisz sobie 280 zł. Wiem, że to może być głupio, ale to zawsze lepiej niż chwilówka.
Druga opcja: spytaj się rodziny, przyjaciół, czy mogą Ci pożyczyć 2000 zł na tydzień. Bez odsetek, bez opłat. To może być niezręczne, ale znajomi są lepsi niż chwilówka.
Trzecia opcja: skontaktuj się z wierzycielem (ten, do którego masz płacić do 10 dnia). Wyjaśnij sytuację – że przychód przychodzi 15 dnia – i zaproś do przesunięcia terminu na kilka dni. Wiele firm pozwala na to, jeśli wyjaśnisz powód. Może się okazać, że to najłatwiejsze rozwiązanie.
Chwilówka? To naprawdę ostateczność. 280 zł na tydzień to 14 560 zł rocznie, jeśli byś brał co tydzień. To nie „tylko tydzień” – to pułapka. Ludzie biorą jedną chwilówkę, bo myślą że na tydzień, a potem nie mogą się jej pozbyć, bo następny tydzień jest tak samo ciasny. Zanim przychodzi pensja, znowu brakuje, znowu biorą chwilówkę. To spirala, a Ty jesteś zdecydowanie za blisko krawędzi, żeby się na nią narażać.
Poradą: działaj dziś. Pytaj pracodawcę rano, a jeśli nie, to rodzinę czy znajomych. Chwilówka to plan B, nie plan A.
Pozdrawiamy.
2026-01-28 o 10:21 w odpowiedzi na: Konsolidacja czterech kredytów – czy to dobry pomysł w 2026? #11194Cześć!
Liczby wyglądają kusząco – 550 zł mniej miesięcznie to duża ulga. Ale patrz: teraz spłacasz 43 000 zł w około 3 lata (średnia z tych kredytów), a przy konsolidacji będziesz spłacać przez 5 lat. To oznacza, że zamiast zapłacić około 50 000 zł razem (kredyty + odsetki), zapłacisz 51 000 zł (43 000 + odsetki na 8,5%). Ekonomicznie tracisz kilka tysięcy złotych na odsetkach, ale zyskujesz oddech w budżecie.
To nie jest pułapka, jeśli wiesz, co robisz. Pułapka to wtedy, gdy bierzesz konsolidację i jednocześnie zaciągasz nowe chwilówki, bo myślisz, że teraz masz miejsce na karcie kredytowej. Ty chcesz to wykorzystać na dach – to ma sens. Dach to inwestycja w dom, a nie wydatek konsumpcyjny.
Ale tu jest jeden warunek: 4200 zł netto, rata 850 zł to 20% dochodów. To jest na granicy, ale możliwe. Jednak zostaje Ci 3350 zł na wszystko inne – mieszkanie, jedzenie, media, ubezpieczenie, benzynę. Jeśli stracisz pracę lub będzie jakiś nagły wydatek – będziesz w problemie.
Zanim podpiszesz, spytaj się wprost: czy będę w stanie spłacać 850 zł przez 60 miesięcy, nawet jeśli coś mi się stanie? Jeśli tak – rób to. Jeśli nie pewny – czekaj. Druga rzecz: sprawdź, czy ta konsolidacja rzeczywiście obejmuje te chwilówki online. Czasem banki nie chcą przejmować pożyczek z firm takich jak Wonga – musisz je spłacić osobno, a wtedy całe oszczędzanie przepada.
Trzecie: przed podpisaniem poproś bank o dokładny rozkład rat i całkowitego kosztu kredytu. Chcesz widzieć czarno na białym, ile naprawdę zapłacisz.
Jaki bank proponuje tę konsolidację? I czy pewnie będziesz miał tę pracę przez następne 5 lat?
Pozdrawiamy.2026-01-23 o 09:34 w odpowiedzi na: Negatywna wpis w BIK za zaległy kredyt – jak się go pozbyć? #11156Cześć!
Rozumiem stres – mieszkanie to duża decyzja, a BIK może być przeszkodą. Ale mam dla Ciebie dobrą wiadomość.
Najpierw: wpis zniknie w 2028 (5 lat od pierwszego dnia zadłużenia), ale to nie oznacza, że do tego czasu nic nie możesz zrobić. Bank, który Ci odmówił hipoteki, to nie jedyny bank. Są banki bardziej elastyczne dla osób z przeszłością – zwłaszcza jeśli uzasadnisz, że to był epizod, a teraz masz stabilną pracę i regularne dochody.
Druga rzecz: większy wkład własny, o którym wspominał bank, to nie kara – to ubezpieczenie dla banku. Jeśli zamiast 20% możesz dać 25-30%, znacznie zwiększasz szanse. Wkład własny pokazuje, że jesteś poważny i masz pieniądze. To zmienia kalkulację dla banku.
Ubieganie się o usunięcie wpisu teraz? Prawie na pewno nie przejdzie, bo opóźnienia były większe niż 60 dni, a nie minęło 5 lat. Możesz spróbować, wysyłając pismo do BIK, ale nie liczę na sukces. Za to czekanie do 2028 to lepsza opcja.
Praktycznie: nie czekaj do 2028. Spróbuj u innego banku TERAZ. Przygotuj się z wyższym wkładem własnym, weź pośrednika hipotecznego (zna banki, które są bardziej elastyczne), i złóż wniosek. Szczerze – jeśli zarabiasz regularnie i masz stabilną pracę, znajdzie się bank, który Ci da szansę. Może będą wymagać wyższych odsetek lub większego wkładu, ale to możliwe.
Druga opcja: czekaj rok-dwa, w tym czasie spłacaj wszystkie zobowiązania na czas, i za rok-dwa starasz się o hipotekę. Wtedy wpis będzie jeszcze starszy, a Ty będziesz miał świeżą pozytywną historię.
Ile masz wkładu własnego? I ile chciałabyś pożyczyć? To zmienia całą ocenę.
Pozdrawiamy.Cześć! Dobra wiadomość: wpisy w BIK można usunąć. Zła wiadomość: firmy, które mówią, że zrobią to za Ciebie za pieniądze, to scam.
BIK to zwykły rejestr – nie ma magii. Wpisy znikają TYLKO w trzech przypadkach: jeśli dane są błędne (rzadko), jeśli spłaciłeś całość bez opóźnień dłuższych niż 60 dni, albo jeśli minęło 5 lat od spłaty zobowiązania, w którym miałeś opóźnienie powyżej 60 dni. Tyle. Bez wyjątków.
Firmy, które reklamują usuwanie „złych wpisów za opłatą”, to oszuści. Robią jedno: wysyłają pismo do BIK z prośbą o usunięcie. Ty możesz to zrobić sam, za darmo. Piszesz do BIK, wysyłasz kopię raportu, wyjaśniasz swoją sprawę, i czekasz odpowiedź. Czasem BIK wyraża zgodę, czasem nie – ale pieniądze za to nie będą Ci potrzebne.
Druga rzecz: bank ma 30 dni na odpowiedź na reklamację. Jeśli bank nie odpowiada, możesz wysłać pismo bezpośrednio do BIK z wycofaniem zgody na przetwarzanie danych. To działa wolniej, ale jest darmowe i skuteczne.
Praktycznie: jeśli masz opóźnienia dłuższe niż 60 dni, czekaj 5 lat od spłaty. Jeśli masz opóźnienia krótsze, możesz się ubiegać o usunięcie teraz. Ale nie płacisz nikomu za to – to są Twoje dane, BIK musi Ci je udostępnić.
Starannie się tej spamy „usunięcie wpisów za 500 zł”. To nie działa. Czekanie, dyscyplina finansowa, i systematyczne budowanie dobrej historii – to działa.
Pozdrawiamy.
Cześć!
Dobrze, że spłaciłeś długi – to już coś. Ale teraz musisz być cierpliwy, bo algorytmy pamiętają dłużej niż człowiek.
Opóźnienia w BIK zostają przez 6 lat od momentu spłaty. Jeśli spłaciłeś wszystko 2 lata temu, to masz jeszcze 4 lata, zanim wpisy znikną automatycznie. To brzmi pesymistycznie, ale banki też liczą lata – te najstarsze opóźnienia ważą mniej niż świeże. Czyli dla banku Twoje opóźnienia z 2 lat temu to już słaby sygnał, niekoniecznie wyrok.
Druga rzecz: możesz poprosić bank, który udzielił kredytu, o wpisanie informacji o spłacie. Formalnie BIK to rejestr obiektywny, ale banki czasem wpisują dodatkowe uwagi – „opóźnienie rozwiązane, kredyt spłacony”. To nie kasuje negatywu, ale pokazuje kontekst.
Karta kredytowa do poprawy BIK – tak, to działa, ale powoli. Jeśli regularnie używasz karty i spłacasz całość co miesiąc, bank widzi Cię jako wiarygodnego. Za 6-12 miesięcy takiego zachowania Twój scoring się poprawi. Ale to nie cudowny lekarek – to systematyczna praca.
Praktycznie: weź kartę kredytową (najlepiej u banku, w którym chciałbyś wziąć hipotekę), wydawaj na niej małe kwoty (benzyna, jedzenie), i spłacaj całość co miesiąc. Po roku aplikujesz o hipotekę – wtedy będziesz miał świeższą pozytywną historię, która trochę zagłuszy stare opóźnienia.
Drugą opcję: poczekaj jeszcze rok. Czym starsze opóźnienia, tym mniej znaczą. Za rok aplikujesz, a to już będzie 3 lata od problemu – znacznie lepiej.
Trzecia opcja: pośrednik hipoteczny. Zna banki, które są bardziej elastyczne dla osób z przeszłością. Niekoniecznie każdy bank, ale są tacy, którzy dają szansę.
Ile czasu możesz czekać? Bo szczerze – czekanie + systematyczne spłacanie karty kredytowej to najtańszy sposób na naprawę BIK.
Pozdrawiamy.
2026-01-23 o 09:11 w odpowiedzi na: Bank odrzucił wniosek o hipotekę mimo dobrej zdolności – co robić? #11153Cześć! Zaskoczenie rozumiem – na papierze Twoja sytuacja wygląda solidnie. Ale banki nie patrzą tylko na liczby.
Pierwsza rzecz: zapytania w BIK to rzeczywiście mogą być problemem, ale raczej nie głównym. Cztery zapytania w 3 miesiące to trochę dużo – dla każdego nowego banku to wygląda jak desperacja, ale jedna odmowa z tego powodu? To byłoby dziwne. Bardziej prawdopodobne jest, że bank miał konkretny powód i nie chce go ujawniać (podatność na PR, polityka kredytowa zmieniona w ostatnich tygodniach, coś w dokumentach, co algorytm wyłapał).
Druga rzecz: „polityka kredytowa banku” to wymówka. To może oznaczać, że bank po prostu ogranicza kredyty hipoteczne (może ma już dużo portfela, może czeka na zmianę stóp), lub że Twój profil nie pasuje do obecnego systemu ratingowego. Czasami zmienia się taka polityka w ciągu dni, a klient nie ma o tym pojęcia.
Co robić teraz? Nie składaj kolejnych wniosków natychmiast. Czekaj 4-6 tygodni. W tym czasie każde zapytanie w BIK zbiera się, a banki są mniej skłonne do udzielania kredytów, jeśli widać, że ktoś aplikuje wszędzie. Poza tym, daj sobie czasu na analizę – może być jakiś mały szczegół w dokumentach, który musisz wyjaśnić.
Przed kolejnym podaniem: skontaktuj się z pośrednikiem hipotecznym. To bezpłatne (bierze prowizję od banku, nie od Ciebie). Pośrednik zna specjalizacje banków – które są elastyczne, które mają niższe wymagania, które czasem akceptują rzeczy, które inni odrzucają. Dodatkowo przygotuje Cię do aplikacji – powie, co banki będą chciały widzieć, i może zapobiegnie drugiej odmowie.
Druga opcja: poproś bank, który Cię odrzucił, o dokładne uzasadnienie. Nie zawsze się da, ale warto spróbować. Czasem okazuje się, że to błąd w dokumentach lub coś, co można wyjaśnić.
Trzecia rzecz: Twoja zdolność kredytowa nie jest zła. 16 000 zł razem to solidna podstawa, 20% wkład własny to świetnie. Problem może być w czymś innym – struktura umowy o pracę (jeśli kogoś z Was jest w okresie próbnym), historia zatrudnienia zbyt krótka (4 lata to ok, ale niektóre banki chcą 5), lub coś w dokumentach, co wygląda podejrzanie dla algorytmu.
Praktycznie: czekaj, przygotuj się z pośrednikiem, i składaj wnioski w bankach, które są znane z elastyczności (mBank, ING, albo banki second-tier). Nie składaj wszędzie naraz – lepiej trzy celne wnioski niż dziesięć losowych.
Pozdrawiamy.
2026-01-21 o 13:27 w odpowiedzi na: Limit na karcie spadł z 15 000 na 5 000 zł – dlaczego i co teraz? #11146Cześć!
Spokojnie – to nie jest tak dramatyczne, jak się wydaje, ale rozumiem frustrację.
Bank obniżył Ci limit głównie dlatego, że przez dwa miesiące miałeś na karcie saldo 3 000-4 000 zł. Dla algorytmu banku to wygląda jak „klient nie wydaje, więc nie potrzebuje wysokiego limitu”. To nie kara, to mechaniczne podejście – bank chce efektywnie zarządzać ryzykiem. Fakt, że spłacałeś na czas, to dodatkowy punkt dla Ciebie, ale algorytm często patrzył na wzorce wydawania, a nie na historię spłat.
Czy wpłynęło na BIK? Nie. Obniżenie limitu przez bank to wewnętrzna decyzja – nie trafia do BIK. Twoja historia spłat tam się nie zmienia. BIK rejestruje opóźnienia, zadłużenie, ale nie obniżenie limitu. Więc spokojnie na tym froncie.
Co możesz zrobić? Po pierwsze, zaczyna wydawać na karcie – wydawaj normalnie, spłacaj normalnie. Za kilka miesięcy bank może przywrócić limit, bo będzie widać, że znowu aktywnie używasz kartę. Po drugie, możesz zadzwonić do banku i polecić sobą, że chcesz przywrócenie limitu – czasem się da, jeśli argumentujesz historią dobrych spłat.
Trzecia opcja: jeśli chcesz kartę u konkurencji ze względu na cashback, nie ma w tym nic złego. Ale pamiętaj, że jeśli zaciągniesz nową kartę, to będzie kolejna Hard Inquiry w BIK (aplikacja o kredyt). Pojedyncza aplikacja to nie problem, ale jeśli w krótkim czasie zaaplikujesz u trzech banków, to bank widzi Cię jako desperata szukającego kredytu.
Praktycznie: czekaj trochę, wydawaj normalnie na obecnej karcie, i za 2-3 miesiące zrób drugi krok. Obniżenie limitu to nie koniec świata.
Pozdrawiamy.
Cześć!
Dobrze, że pytasz – wiele osób nie wie, że taka pomoc w ogóle istnieje.
Poradnie dla zadłużonych to Twój pierwszy przystanek. Przy każdym urzędzie gminy jest darmowa porada od specjalisty, który zna prawo i może Ci pomóc przygotować pisma do wierzycieli, wyjaśnić Twoje prawa, i ocenić, które rozwiązanie ma sens. To naprawdę bezpłatne i jest to najlepsza inwestycja Twojego czasu.
Program pomocowy dla osób w trudnej sytuacji finansowej – zwykle to czasowe wsparcie (zasiłek, dodatek) na podstawie dochodów. Nie rozwiąże Ci wszystkich długów, ale może dać oddech na kilka miesięcy. Spytaj w ośrodku pomocy społecznej na Twoim terenie.
Jeśli masz problemy z windykacją – są też organizacje pozarządowe, które udzielają bezpłatnych porad prawnych. UOKiK również może Ci pomóc, jeśli uważasz, że bank naruszył Twoje prawa konsumenta.
Upadłość konsumencka to też forma wsparcia, ale ostateczna – jeśli naprawdę nie masz szans spłacić długów. Sąd może umorzyć część zadłużenia, ale to proces złożony i trwa.
Praktycznie: zanim pomyślisz o czymś innym, wejdź do poradni dla zadłużonych. To bezpłatnie, szybko, i doradca powie Ci, co dokładnie możesz zrobić w Twojej sytuacji. Nie marnuj czasu na szukanie chwilówek czy innych pułapek.
Ile masz długu i jaki jest Twój dochód? To zmienia wszystko.
Pozdrawiamy.
Cześć!
Rozumiem sytuację, ale przestroga: jeśli banki Cię odrzucają, to dlatego, że ryzyko jest zbyt wysokie. A jeśli banki widzą wysokie ryzyko, to firmy pożyczkowe będą Cię eksploatować bez litości.
Pożyczki dla zadłużonych to zwykle parabanki, które oferują pieniądze tym, którzy nie dostają ich u bankowców. Brzmi dobrze, aż do momentu, gdy widzisz RRSO – 200-400%, czasem wyżej. Na pożyczce 3 000 zł zaraz będziesz winien 5 000. To nie rozwiązanie, to rozciągnięcie problemu.
Druga rzecz: firmy takie jak Wonga, Vivus czy Provident to nie oszuści, ale też nie Twoi przyjaciele. Działają legalnie, ale w ramach prawa, które pozwala im naliczać astronomiczne oprocentowanie. To jak pożyczka od gangu – formalnie legalna, ale jeśli nie zapłacisz, będą Cię gonić.
Zamiast pożyczki dla zadłużonych spróbuj najpierw tego: skontaktuj się z poradnią dla zadłużonych. Doradca oceni Twoją sytuację i może zaproponuje negocjacje z wierzycielami lub czasową redukcję rat. To bezpłatne i skuteczniej niż szukanie nowych długów.
Jeśli naprawdę potrzebujesz pilnie pieniędzy, spróbuj rodziny, znajomych, pracy dorywczej – cokolwiek zamiast pożyczki dla zadłużonych. To ostateczność.
Ile Ci brakuje na pilne wydatki? Może jest realistyczne rozwiązanie niż chwilówka?
Pozdrawiamy
Cześć!
Refinansowanie to rzeczywiście może być dobry ruch, ale trzeba wiedzieć, kiedy się go opłaca.
Refinansowanie to zaciągnięcie nowego kredytu hipotecznego u innego banku, żeby spłacić stary. Po co? Jeśli nowe RRSO jest wyraźnie niższe (chociażby o 1-2%), to może Ci się opłacić. Np. wziąłeś kredyt 5 lat temu za 5%, a teraz możesz wziąć za 3,5% – to oszczędzisz kilkadziesiąt tysięcy złotych przez pozostały okres.
Plusy: niższe RRSO = niższa rata lub szybsza spłata, możliwość negocjacji nowych warunków z nowym bankiem. Minusy: koszty refinansowania (prowizja, wycena nieruchomości, opłaty sądowe) mogą sięgnąć kilku tysięcy złotych, więc musisz sprawdzić, czy oszczędzisz więcej, niż wydasz. Dodatkowo – jeśli masz już spłacone kilka lat, refinansowanie restartuje licznik – znowu będziesz spłacać od zera.
Na czym patrzeć: różnica w RRSO musi być co najmniej 1-1,5 procenta, żeby warto było. Jeśli tylko 0,3%, to koszty refinansowania cię nie opłacą. Sprawdź też, ile lat kredytu Ci zostało – jeśli spłacałeś 15 lat z 20-letniego kredytu, refinansowanie znowu na 20 lat oznacza, że będziesz jeszcze 5 lat dłużej spłacać.
Praktycznie: poproś kilka banków o wycenę refinansowania (ile by kosztowało całe przedsięwzięcie). Porównaj koszty z oszczędzeniami. Jeśli oszczędzisz więcej, niż wydasz – działaj. Jeśli margines jest mały – czekaj na lepszy moment.
Najlepszy moment? Gdy stopy spadają (tak było niedawno) i RRSO u konkurencji jest wyraźnie poniżej tego, co masz. Teraz (styczeń 2026) warunki mogą być sprzyjające.
Jaki masz obecny RRSO i ile lat kredytu Ci zostało?
Cześć!
To trudna sytuacja, ale zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, musisz wiedzieć, w czym dokładnie jesteś.
Zacznij od audytu – wypisz każdy dług, do kogo, ile, RRSO, termin spłaty. Sprawdź BIK, żeby zobaczyć, co tam jest zanotowane. To zajmie Ci godzinę, ale będziesz wiedzieć, co się dzieje. Bez tego wszystkie dalsze kroki to strzały w ciemność.
Negocjacje z wierzycielami to zawsze pierwszy krok. Nie proś – pisz. Pismo polecone do każdego banku/pożyczkodawcy z prośbą o przesunięcie rat, czasową obniżkę czy wydłużenie okresu spłaty. Powód może być prosty: bezrobocie, choroba, zmniejszony dochód. Banki biorą takie pisma poważnie, bo wiedzą, że alternatywa to windykacja i straty.
Konsolidacja ma sens tylko wtedy, gdy Twoje RRSO średnio jest wysokie, a możesz dostać kredyt konsolidacyjny za niższe oprocentowanie. Jeśli już masz zły scoring, konsolidacja może nie przejść, a jeśli przejdzie, to za drogie warunki. Dlatego najpierw negocjuj – może się okaże, że nie potrzebujesz konsolidacji.
Upadłość konsumencka to ostateczność. Bierzesz ją, gdy rzeczywiście nie masz szans spłacić długów bez drastycznych zmian (straciłeś pracę, masz poważną chorobę). Proces trwa minimum rok, wpis do rejestru utrzymuje się lata, a kredyty będą dla Ciebie droższe albo niedostępne. Ale jeśli to jedyna opcja – czasem warto.
Praktycznie: najpierw poradnia dla zadłużonych. Darmowa, przy urzędzie gminy. Doradca oceni Twoją sytuację i powie, która ścieżka ma sens. Może się okazać, że negocjacje wystarczą, może trzeba konsolidacji, może rzeczywiście trzeba upadłości. Ale bez profesjonalnej oceny ryzykujesz złą decyzję.
Ile masz długu razem? Ile zarabiasz? To zmienia wszystko.
-
AutorWpisy