Redaktor Kredytowe-Forum.pl

Odpowiedź forum utworzona

Wyświetlanie 15 wpisów - od 136 do 150 (z 485 w sumie)
  • Autor
    Wpisy
  • w odpowiedzi na: Darmowa chwilówka, a potem spóźnienie, co dalej? #11733

    Cześć!

    Przy takiej sytuacji najważniejsze jest jedno: 7 dni opóźnienia nie musi oznaczać katastrofy, ale bardzo często oznacza utratę warunku „pierwsza pożyczka za darmo”. UOKiK opisywał już takie konstrukcje, w których promocja obowiązywała tylko przy terminowej spłacie, a po poślizgu pożyczka przechodziła na standardowe warunki z prowizją i innymi kosztami wynikającymi z umowy. Czyli sam mechanizm nie musi być nielegalny, ale firma powinna móc pokazać, z czego dokładnie wynika każda naliczona kwota.

    Ja bym tu nie brał żadnego „przedłużenia” w ciemno, bo to bardzo często jest po prostu elegancko opakowane rolowanie długu. UOKiK wprost wskazuje, że odroczenie spłaty albo przesunięcie terminu może być płatne, ale takie opłaty nadal muszą mieścić się w limicie kosztów pozaodsetkowych. Dodatkowo po zmianach antylichwiarskich pozaodsetkowe koszty kredytu nie mogą przekroczyć 45% kwoty kredytu, a maksymalne odsetki od 5 marca 2026 r. to 14,5% rocznie.

    Na Twoim miejscu zrobiłbym trzy rzeczy. Po pierwsze, poprosił firmę o pełne rozliczenie: kapitał, prowizję, odsetki za opóźnienie i każdą dodatkową opłatę. Po drugie, spróbował negocjować jednorazowe zamknięcie sprawy albo krótkie raty bez podpisywania kolejnego produktu. Po trzecie, nie brałbym nowej chwilówki na spłatę starej, bo właśnie tak zaczyna się pętla, z której potem trudno wyjść. Jeśli do sprawy weszłaby firma windykacyjna, UOKiK przypominał też, że windykator nie może sam sobie doliczać dowolnych dodatkowych prowizji i opłat ponad należność.

    Jeśli chcesz to ogarnąć praktycznie, zajrzyj też do działu pożyczki pozabankowe i chwilówki, do wątku o wyjściu z pętli zadłużenia i do materiału o RRSO i realnym koszcie pożyczki. Uczciwie: przy takim poślizgu najrozsądniej jest domknąć temat szybko, ale bez kolejnej pożyczki i bez płacenia za „przedłużenie”, jeśli da się tego uniknąć.

    Pozdrawiamy.

    w odpowiedzi na: Ugoda z firmą pożyczkową? #11732

    Cześć!

    Ja bym takiej ugody na tym etapie nie podpisywał, dopóki pożyczkodawca nie pokaże Ci pełnego rozliczenia długu co do złotówki. Skoro kapitał wynosił 7 tys. zł, a dziś żądają ponad 11 tys. zł, to masz pełne prawo wiedzieć, ile z tego stanowią odsetki, ile koszty poza odsetkowe, a ile ewentualne koszty dochodzenia należności. UOKiK przypomina, że po nowelizacji ustawy antylichwiarskiej poza odsetkowe koszty kredytu nie mogą przekroczyć 45% całkowitej kwoty kredytu, a odsetki maksymalne też są ustawowo limitowane. Czyli nie każda dopisana kwota jest automatycznie prawidłowa.

    Największy problem widzę w tym, że dokument ma zawierać uznanie całego długu bez zastrzeżeń. Taki podpis może później bardzo utrudnić podważanie zawyżonych opłat, bo sama treść ugody zaczyna działać na niekorzyść dłużnika. Dlatego najpierw zażądałbym: pełnego rozliczenia, podstawy prawnej każdej opłaty i nowego harmonogramu. Dopiero potem warto myśleć o podpisie. Pomocne mogą być też materiały o pomocy dla zadłużonych i wątek o ugodzie z wierzycielem, bo tam dobrze widać, że najpierw trzeba policzyć, a dopiero potem się zgadzać.

    Ja zrobiłbym to tak: wysłać mailowo lub listem wezwanie o szczegółowe rozliczenie długu, poprosić o rozbicie na kapitał, odsetki i wszystkie inne koszty, a dopiero po otrzymaniu liczb ocenić, czy ugoda ma sens. Jeśli firma naciska tylko na szybki podpis, a nie chce pokazać wyliczenia, to dla mnie jest to sygnał ostrzegawczy. Spokój jest ważny, ale nie warto kupować go podpisem pod czymś, czego druga strona nawet nie chce przejrzyście rozpisać.

    Pozdrawiamy.

    w odpowiedzi na: Komornik zajął premię oraz wypłatę, może? #11713

    Cześć!

    Przy długu niealimentacyjnym sama premia uznaniowa nie jest automatycznie „święta”, więc pracodawca może z niej potrącać, ale nie dowolnie. Co do zasady do takich potrąceń stosuje się ochronę z Kodeksu pracy: przy egzekucji innych należności niż alimenty można potrącić maksymalnie 50% wynagrodzenia, a pracownikowi trzeba zostawić kwotę wolną odpowiadającą minimalnemu wynagrodzeniu za pracę po odliczeniach. Od 1 stycznia 2026 r. minimalne wynagrodzenie brutto to 4806 zł. Ważne jest też to, że kadry liczą zwykle cały dochód z danego miesiąca łącznie, czyli pensję i premię razem, a nie premię w oderwaniu od reszty.

    Czyli: samo potrącenie z premii może być legalne, ale zabranie całej premii nie zawsze będzie prawidłowe. Dużo zależy od tego, jak wyszła lista płac po zsumowaniu wypłaty zasadniczej i premii oraz czy po potrąceniu została zachowana prawidłowa ochrona. Dlatego najpierw poprosiłbym kadry o szczegółowe wyliczenie potrącenia: kwotę netto pensji, kwotę netto premii, podstawę zajęcia i kwotę wolną. Dopiero z tym dokumentem warto iść dalej. Pomocny będzie też materiał o budżecie domowym i wątek o pomocy dla zadłużonych, bo przy takich sprawach liczy się szybka reakcja, a nie samo oburzenie.

    Ja zacząłbym od pisma do kadr, nie od awantury z komornikiem. Jeśli wyliczenie będzie wyglądało źle albo nie dostaniesz jasnej odpowiedzi, wtedy dopiero skarga do komornika albo konsultacja z prawnikiem prawa pracy. Tu da się to sprawdzić na liczbach, a nie na zasadzie „bo księgowa tak zrobiła”.

    Pozdrawiamy.

    w odpowiedzi na: Czy alert BIK z obcego zapytania to zły znak? #11712

    Cześć!

    To nie wygląda na coś, co warto bagatelizować, ale też nie musi od razu oznaczać, że ktoś skutecznie wziął coś na Twoje dane. Sam alert BIK oznacza, że do BIK wpłynęło zapytanie kredytowe, czyli ktoś sprawdzał Twoje dane w związku z wnioskiem. Kluczowe jest teraz szybkie uporządkowanie śladów i zabezpieczenie się, zanim z samego zapytania zrobi się realne zobowiązanie. BIK wprost wskazuje, że w takiej sytuacji trzeba sprawdzić, jaka instytucja i kiedy pobrała dane, co zobaczysz w Raporcie BIK.

    Dobrze, że już zrobiłaś zastrzeżenie PESEL, bo od 1 czerwca 2024 instytucje finansowe mają obowiązek sprawdzać ten status przed udzieleniem kredytu lub pożyczki. Jeżeli mimo aktywnego zastrzeżenia ktoś udzieliłby zobowiązania, przepisy bardzo mocno wzmacniają Twoją ochronę. Gov.pl potwierdza też, że możesz sprawdzić, kto weryfikował Twój PESEL, więc to jest kolejny ważny trop obok samego raportu.

    Na Twoim miejscu zrobiłbym jeszcze trzy rzeczy. Po pierwsze, pilnie skontaktował się z tą instytucją, z której przyszło zapytanie, i zażądał informacji, na jakiej podstawie złożono wniosek. Po drugie, zachował wszystkie dowody i uruchomił pełną kontrolę swojej historii kredytowej w BIK. Po trzecie, jeśli instytucja będzie twierdzić, że „wszystko przebiegło prawidłowo”, złożyłbym zawiadomienie na policję, bo wtedy zaczyna się już formalne odkręcanie próby wyłudzenia. W takiej sytuacji liczy się nie tylko spokój, ale też szybka reakcja krok po kroku.

    Najkrócej: nie zakładaj od razu najgorszego, ale traktuj temat poważnie. Samo zapytanie to jeszcze nie kredyt, tylko sygnał alarmowy. I dobrze, że ten alarm zadziałał, bo właśnie po to istnieją Alerty BIK.

    Pozdrawiamy.

    w odpowiedzi na: Obligacje skarbowe czy ETFy? #11711

    Cześć!

    Przy takim profilu ja nie wrzucałbym wszystkiego w jedno rozwiązanie. Jeśli najważniejsze jest dla Ciebie to, żeby plan dało się utrzymać regularnie i bez paniki, to przy horyzoncie 5 lat rozsądniej wygląda miks, a nie wybór „albo ETF, albo obligacje”. Szeroki ETF daje większy potencjał wzrostu, ale w takim okresie musisz zaakceptować, że po drodze może przyjść mocniejsza korekta. Z kolei obligacje detaliczne są spokojniejsze i lepiej pasują do części pieniędzy, które mogą później wejść na wkład własny do mieszkania.

    Ja zrobiłbym to etapami. Najpierw zbudował porządną poduszkę bezpieczeństwa, a dopiero potem rozdzielał miesięczne 1 500 zł między rynek i bezpieczniejszą część oszczędności. Jeśli poduszka nie jest jeszcze gotowa, to najpierw trzymałbym ją tam, gdzie opisano w materiale o gdzie trzymać oszczędności w 2026, a dopiero nadwyżkę kierował dalej. Przy Twoim podejściu ważniejszy od „maksymalnego wyniku” jest system, którego nie porzucisz po pierwszym słabszym kwartale.

    Praktycznie widzę to tak: jeśli jesteś ostrożny, większą część odkładałbym w obligacje skarbowe, a mniejszą w ETF-y na start. Nie dlatego, że ETF jest zły, tylko dlatego, że strategia ma wytrzymać także wtedy, gdy wykres zrobi się czerwony. W kwietniu 2026 detaliczne obligacje skarbowe dają obecnie m.in. 4,15% dla 2-letnich, 4,40% dla 3-letnich, 4,75% dla 4-letnich i 5,35% dla 10-letnich, więc to nie jest żadna „strata czasu”, tylko spokojniejsza część planu.

    Gdybym miał to zamknąć w jednym zdaniu: najpierw poduszka, potem miks obligacji i ETF, bez heroizmu i bez finansowego kina akcji. Przy Twoim podejściu regularność wygra z próbą wyciśnięcia każdego dodatkowego procenta.

    Pozdrawiamy.

    w odpowiedzi na: Czy konsolidacja jest możliwa z kartą i limitem? #11710

    Cześć!

    Doradca ma tu sporo racji. Przy kredycie konsolidacyjnym bank bardzo często patrzy na kartę kredytową i limit w koncie jak na potencjalne obciążenie, nawet jeśli dziś nie są wykorzystane do końca. BIK wprost wskazuje, że limity na kartach i liniach debetowych wpływają na ocenę zdolności kredytowej, a poradniki bankowe i porównywarki pokazują, że właśnie przez takie produkty klient potrafi wypaść słabiej niż wynikałoby to z samej pensji.

    Ja bym tego jednak nie robił w kolejności „zamknij wszystko i dopiero zobaczymy”. Przy Twojej sytuacji rozsądniejsza wygląda ścieżka pośrednia: najpierw sprawdzić raport BIK, potem wstępnie policzyć zdolność i dopiero ustalić, czy wystarczy obniżenie limitu, czy faktycznie bank będzie wymagał zamknięcia karty i rezygnacji z debetu. Dobrze obsługiwana karta pomaga historii kredytowej, ale przy konsolidacji bank bardziej widzi dostępny limit niż Twoją dobrą wolę.

    Praktycznie: nie oddawałbym od razu całej rezerwy bezpieczeństwa. Najpierw zapytaj, czy bank zaakceptuje konsolidację po obniżeniu limitów, a nie po pełnym zamknięciu produktów. Jeśli tak, to jest to zwykle bezpieczniejsze niż cięcie wszystkiego naraz. Przy porządkowaniu finansów warto też spojrzeć szerzej na zdolność kredytową, bo u Ciebie problemem nie wygląda brak dochodu, tylko chaos i zbyt dużo aktywnych buforów. Ja szedłbym więc etapami, a nie jednym cięciem.

    Pozdrawiamy.

    Cześć!

    Przy Twoim scenariuszu ja bym patrzył na to bardzo praktycznie: skoro chcesz użytkować auto długo, a nie zmieniać go co 3 lata, to z definicji bliżej Ci do kredytu samochodowego niż do leasingu konsumenckiego. Leasing kusi niższą ratą, ale bardzo często dlatego, że część kosztu jest po prostu przesunięta na koniec w postaci wykupu. I to właśnie bywa największym zaskoczeniem po podpisaniu umowy: rata na wejściu wygląda lekko, a pełny koszt po doliczeniu wykupu, AC i opłat dodatkowych przestaje być taki „lekki”. Przy używanych autach dochodzą też ograniczenia dotyczące wieku pojazdu oraz warunków umowy zależnych od finansującego.

    Druga rzecz to kontrola nad samochodem. W leasingu konsumenckim właścicielem auta przez większość czasu nie jesteś Ty, tylko firma finansująca. W kredycie samochodowym auto co do zasady jest Twoje od początku, ale bank zwykle zabezpiecza się przez cesję z AC albo inne zabezpieczenie na pojeździe. To ważne, jeśli myślisz o wcześniejszej spłacie, sprzedaży auta albo po prostu chcesz mieć mniej „drobnego druku” do pilnowania.

    Przy aucie za około 58 tys. zł, dochodzie 9 tys. netto, hipotece i rodzinnych wydatkach zrobiłbym jedną rzecz: porównał całkowity koszt po 36 i 48 miesiącach, a nie same raty z pierwszej strony oferty. Sprawdź osobno: sumę rat, wykup, koszt AC, ewentualne opłaty za wcześniejszą spłatę, limit kilometrów i to, czy możesz sam wybrać ubezpieczyciela. Przy leasingu właśnie te elementy najczęściej „dopowiadają” prawdziwą cenę. Przy kredycie też zwykle pojawia się AC z cesją, ale zasady bywają prostsze.

    Gdybym miał to streścić w jednym zdaniu: jeśli chcesz autem jeździć długo i zależy Ci bardziej na własności niż na niskiej racie z reklamy, to bliżej mi tu do kredytu niż do leasingu. Leasing częściej wygrywa wtedy, gdy ktoś chce częściej zmieniać auto i akceptuje, że niższa rata nie oznacza niższego całkowitego kosztu.

    Pozdrawiamy.

    Cześć!

    Przy 70 tys. zł ja bym nie gonił ślepo za reklamowym 7%, jeśli ta stawka działa tylko do 10 tys. zł i wymaga kilku dodatkowych warunków. To wygląda dobrze w rankingu, ale w praktyce oznacza, że wysoki procent pracuje tylko na małym fragmencie kapitału, a reszta i tak musi trafić gdzie indziej. Dziś takie promocyjne lokaty faktycznie istnieją, ale zwykle są mocno limitowane. Przykładowo w kwietniu 2026 oferta na 7% dotyczyła tylko 10 tys. zł, podczas gdy lepsze „normalne” lokaty kwartalne dawały raczej 5,25–5,50% dla większych kwot.

    Dlatego przy takiej kwocie rozsądniej wygląda prosty miks niż polowanie na najwyższy numer z reklamy. Ja zrobiłbym to tak: część wrzucił na jedną prostszą lokatę albo konto oszczędnościowe z sensownym oprocentowaniem dla większej kwoty, a tylko ewentualnie mały kawałek wykorzystał pod promocję, jeśli nie wymaga to zakładania kolejnego „kombajnu” z kartą, zgodami i wpływami. Przy 70 tys. zł różnica między 7% na 10 tys. zł a np. 5,25% na całości nie robi aż takiej rewolucji, żeby warto było zamieniać oszczędzanie w konkurs czytania regulaminów.

    Do tego pamiętaj o podatku Belki, który nadal wynosi 19%, więc część „wow” z reklamy i tak znika po drodze.   W praktyce bardziej opłaca się mieć czyste zasady i przewidywalny zysk niż najwyższe oprocentowanie, które po jednym niespełnionym warunku zamienia się w finansowy suchar.

    Pozdrawiamy.

    Cześć!

    Przy 45 tys. zł taka promocja może mieć sens, ale tylko wtedy, gdy liczysz ją na chłodno, a nie przez sam nagłówek „6,5%”. Dziś najlepsze konta oszczędnościowe w rankingach nie są już powszechnie na 6,5% — aktualne zestawienia z kwietnia 2026 częściej pokazują okolice 6,0%, 5,5% i 5,0%, a wyższe stawki zwykle dotyczą starszych promocji, niskich limitów albo bardzo konkretnych warunków aktywności.

    Najważniejsze jest to, ile realnie zarobisz po podatku Belki i po uwzględnieniu czasu trwania promocji. Przy 45 tys. zł różnica między 6,5% a 4,8% przez 3 miesiące daje około 155 zł netto więcej, a nie jakiś przełom finansowy. Sama oferta 6,5% dałaby mniej więcej 592 zł netto za 3 miesiące, a 4,8% około 437 zł netto. Podatek od zysków kapitałowych nadal wynosi 19%.

    Dlatego ja bym to ocenił prosto: jeśli musisz otworzyć czwarte konto, pilnować wpływów, zgód, karty i jeszcze pamiętać, kiedy kończy się promocja, to przy tej kwocie zysk może być bardziej marketingowy niż życiowy. Sens widzę wtedy, gdy nowe konto oszczędnościowe nie generuje opłat i warunki spełnisz bez kombinowania. Jeśli wymaga sztucznego przerzucania wynagrodzenia i pilnowania kilku haczyków, bliżej mi do zostania przy prostszej opcji albo krótkiej lokacie. W aktualnych rankingach widać zresztą, że część najlepszych ofert i tak jest limitowana kwotowo albo czasowo, a przy lokatach często dochodzą warunki typu nowe konto i regularne wpływy.

    Przy Twoim celu, czyli dostępności środków na dach w drugiej połowie roku, wygrałaby u mnie wygoda i przewidywalność, nie pogoń za każdym dodatkowym procentem. Uczciwie: przy 45 tys. zł warto liczyć promocję, ale nie warto robić z tego dodatkowego etatu. Czasem lepiej zarobić trochę mniej i mieć porządek, niż ganiać za stawką, która po 3 miesiącach zamienia się w finansowy kabaret.

    Pozdrawiamy.

    Cześć!

    To, co opisujesz, nie jest już dziś czymś kompletnie wyjątkowym, bo banki faktycznie mocniej filtrują przelewy do nowych odbiorców po fali oszustw, phishingu i wyłudzeń „na pracownika banku”. CERT Polska i FinCERT regularnie ostrzegają, że przestępcy bardzo często próbują właśnie skłonić klienta do dodania nowego odbiorcy i wysłania przelewu „dla bezpieczeństwa”, więc większa ostrożność banków ma realne podstawy.

    Ale jest też druga strona: jeśli blokowane są zwykłe, sensowne płatności i za każdym razem kończy się to telefonem na infolinię, to bank ewidentnie przesadza z ustawieniem filtrów albo źle kwalifikuje Twój profil ryzyka. Przy relacji od kilkunastu lat, wpływach pensji i normalnym korzystaniu z konta klient ma prawo oczekiwać bezpieczeństwa, a nie paraliżu. W takiej sytuacji nie ograniczałbym się do irytacji, tylko złożył formalną reklamację i poprosił o jasną odpowiedź, na jakiej podstawie bank wstrzymuje przelewy oraz czy może oznaczyć wybrane płatności jako mniej ryzykowne. To dobry moment, żeby spojrzeć też szerzej na konto osobiste i temat bezpieczeństwa oszczędności, bo przy jednej instytucji wszystko jest wygodne, dopóki jeden filtr nie zablokuje połowy życia.

    Ja bym to rozegrał praktycznie. Nie przenosił od razu całej bankowości, ale założył drugie konto awaryjne w innym banku i trzymał tam, choć część rezerwy oraz możliwość szybkich przelewów. Wtedy jedna nadgorliwa blokada nie odcina Cię od zaliczki dla fachowca, wyjazdu czy pilnej opłaty. Taki układ działa lepiej niż wiara, że „następnym razem system już się nie pomyli”. Warto też zajrzeć do wątku o poduszce finansowej w dwóch bankach, bo to dokładnie ten typ problemu: nie tylko wysokość oprocentowania, ale zwykła dostępność pieniędzy.

    Najważniejsze: nie traktuj tego jako nowej normalności, z którą trzeba się pogodzić. Bank ma prawo chronić środki, ale nie może robić z klienta zakładnika własnych algorytmów. Jeśli po reklamacji nic się nie zmieni, ja serio rozważyłbym przeniesienie części codziennych finansów do innej instytucji. Wygoda jest ważna, ale wygoda kończy się tam, gdzie nie możesz na czas zapłacić hydraulikowi.

    Pozdrawiamy.

    Cześć!

    Doradca co do zasady ma rację: przy kredycie mieszkaniowym bank zwykle patrzy nie na to, że dziś karta ma saldo zero, tylko na sam przyznany limit. BIK wprost wymienia limity na kartach kredytowych i liniach debetowych jako element wpływający na zdolność kredytową, a poradniki hipoteczne banków i porównywarek przypominają, że nawet nieużywana karta może obniżać wynik w kalkulatorach.

    W praktyce przy limicie 20 tys. zł najrozsądniejszym kompromisem bywa nie zamknięcie karty w panice, tylko obniżenie limitu do poziomu, który realnie jest Ci potrzebny w delegacjach. Dobra, terminowo spłacana karta wspiera historię kredytową, ale przy hipotece bank i tak częściej „widzi” potencjalne obciążenie niż Twoją dyscyplinę w okresie bezodsetkowym. Dlatego jeśli ta karta nie jest Ci niezbędna na obecnym limicie, obniżka zwykle wygląda lepiej niż zostawienie pełnych 20 tys. zł.

    Nie kupuję też tezy, że samo zamknięcie karty tuż przed wnioskiem wygląda „podejrzanie”. Bardziej liczy się to, czy dane zdążą się zaktualizować w systemach banku i BIK. Dlatego nie robiłbym tego na tydzień przed złożeniem wniosku, tylko odpowiednio wcześniej i po zmianie sprawdził raport BIK. Dobrze też zajrzeć do materiału o zdolności kredytowej i do działu kredyty hipoteczne, bo przy Waszych dochodach każda korekta limitów może po prostu poprawić margines bezpieczeństwa.

    Ja bym zrobił to tak: jeśli karta jest potrzebna służbowo, obniżyć limit, zamiast zamykać. Jeśli nie jest potrzebna przez najbliższe 2–3 miesiące, można rozważyć zamknięcie, ale z wyprzedzeniem i po sprawdzeniu aktualizacji danych. Przy hipotece wygoda z karty jest fajna, ale tańszy i pewniejszy kredyt mieszkaniowy jest jednak trochę ważniejszy niż komfort przy rezerwacji auta.

    Pozdrawiamy.

    Cześć!

    Tak, da się jeszcze skonsolidować chwilówki, zanim pojawi się komornik, ale nie zakładałbym, że bank zrobi to chętnie i bez warunków. Banki z zasady traktują chwilówki jako zobowiązania podwyższonego ryzyka, dlatego klasyczna konsolidacja chwilówek bywa trudniejsza niż połączenie zwykłych rat czy kart. Nadal jednak przy umowie o pracę, dochodzie 5,8 tys. netto i jeszcze niewielkich opóźnieniach temat nie wygląda na stracony. Największym problemem nie jest dziś sama kwota 26 tys. zł, tylko rolowanie i ryzyko, że za chwilę wpisy w BIK zrobią się gorsze.

    Na Twoim miejscu zrobiłbym dwie rzeczy równolegle. Po pierwsze, sprawdziłbym, czy złapiesz zwykły kredyt konsolidacyjny albo gotówkowy na spłatę tych zobowiązań. Po drugie, już teraz rozmawiałbym z pożyczkodawcami o zmianie harmonogramu albo ugodzie, zanim opóźnienia urosną. UOKiK i poradniki bankowe są tu zgodne co do jednego: działać trzeba zanim problem przejdzie w poważne zaległości, bo wtedy możliwości wyraźnie maleją.

    Co do firmy oddłużeniowej: jeśli ktoś chce wynagrodzenie z góry, byłbym bardzo ostrożny. Przy Twojej sytuacji bardziej sensowne wygląda samodzielne uporządkowanie budżetu i maksymalnie 2–3 dobrze dobrane wnioski, a nie seria strzałów w ciemno. BIK wyjaśniał, że częste wnioski kredytowe mogą pogarszać ocenę, choć wnioski o ten sam rodzaj kredytu złożone w krótkim czasie, do 14 dni, mogą być traktowane jak jedno zapytanie.

    Ja bym to ocenił tak: konsolidacja może być realną pomocą, jeśli po niej faktycznie zejdziesz do jednej raty i przestaniesz rolować dług. Jeśli natomiast nowa rata ma tylko kupić Ci 2 miesiące oddechu bez zmiany nawyków, to będzie to tylko eleganckie przesunięcie problemu w czasie. W Twoim przypadku działałbym szybko, ale bez paniki.

    Pozdrawiamy.

    Cześć!

    Przy pojedynczym opóźnieniu 34 dni sprzed dwóch lat nie zakładałbym od razu, że to ono samo „zabiło” wniosek. W BIK kluczowa granica to 60 dni opóźnienia. Jeżeli zobowiązanie było już spłacone, a opóźnienie nie przekroczyło 60 dni, to po zamknięciu takie dane co do zasady nie są widoczne dla banków, chyba że została wyrażona zgoda na dalsze przetwarzanie danych po spłacie. Z kolei 5-letnie przetwarzanie bez zgody dotyczy sytuacji powyżej 60 dni opóźnienia i po dodatkowym zawiadomieniu klienta.

    Dlatego ja najpierw sprawdziłbym dokładnie Raport BIK i zobaczył, czy ten stary wpis w ogóle jest jeszcze widoczny dla instytucji. Jeśli nie, to przyczyny odmowy szukałbym raczej w polityce konkretnego banku, modelu scoringowym albo szczegółach wniosku, a nie w samym starym potknięciu. Warto też pamiętać, że składanie wielu wniosków w krótkim czasie może pogarszać obraz klienta, choć BIK wskazywał, że wnioski o ten sam typ kredytu złożone w ciągu 14 dni mogą być traktowane jak jedno zapytanie.

    Na Twoim miejscu nie składałbym teraz w ciemno sześciu wniosków. Lepiej sprawdzić historię kredytową w BIK, a potem uderzyć do 2–3 banków, które sensownie podchodzą do prostych kredytów gotówkowych. Przy dochodzie 6,9 tys. netto, braku innych rat i czystym bieżącym profilu jeden stary poślizg 34 dni nie wygląda mi na powód do paniki. Bardziej na coś, co warto sprawdzić i uporządkować, niż na trwały problem.

    Pozdrawiamy.

    Cześć!

    Przy takim układzie problemem nie jest sam kredyt samochodowy, tylko koszt zabezpieczenia. Banki bardzo często wymagają przy kredycie na auto pełnego AC z cesją praw z polisy na bank, bo to dla nich podstawowe zabezpieczenie spłaty. To nie jest nic wyjątkowego, szczególnie przy aucie używanym. Jednocześnie nie zawsze oznacza to, że musisz brać polisę dokładnie w firmie wskazanej przez bank. W praktyce część banków dopuszcza tańsze AC z innego towarzystwa, o ile polisa spełnia minimalny zakres z umowy kredytowej i ma cesję na bank.

    Przy aucie za ok. 39 tys. zł składka wyższa o 1 800 zł rocznie rzeczywiście potrafi zjeść sporą część korzyści z niższej raty. Dlatego, zanim podpiszesz umowę, poprosiłbym bank o jasną odpowiedź na trzy pytania: czy możesz mieć AC z innego towarzystwa, jaki jest minimalny zakres polisy, i czy w kolejnych latach możesz swobodnie zmieniać ubezpieczyciela. To ważne, bo część banków wymaga tylko dostarczenia nowej polisy z cesją przed końcem starej, a nie konkretnej firmy ubezpieczeniowej.

    Gdybym miał to ocenić praktycznie, to nie rezygnowałbym od razu z auta, tylko najpierw porównał dwa warianty: pełny koszt przez 4 lata z kredytem i AC oraz zakup tańszego auta za gotówkę. Dobrze też zestawić to z wątkiem leasing czy kredyt na samochód firmowy albo lepiej kredyt samochodowy czy gotówkowy, bo czasem zwykły gotówkowy wychodzi drożej na racie, ale daje większą swobodę przy ubezpieczeniu. Jeśli bank zamyka Cię w drogim pakiecie bez pola manewru, to wtedy sens finansowania faktycznie zaczyna się rozmywać.

    Pozdrawiamy.

    w odpowiedzi na: Jak odzyskać pieniądze po płatności kartą? #11672

    Cześć!

    Przy takiej sprawie chargeback wygląda sensownie. To, co już masz, czyli screen oferty, potwierdzenie płatności, zapisany regulamin i mailową obietnicę dostępu do kursu, to jest bardzo dobry zestaw na start. Kluczowe jest pokazanie trzech rzeczy: że usługa miała ruszyć w konkretnym terminie, że nie została uruchomiona i że próbowałaś wyjaśnić sprawę ze sprzedawcą, ale kontakt się urwał. Banki same wskazują, że przy niedostarczonej usłudze chargeback jest właściwą ścieżką, ale wcześniej trzeba podjąć próbę kontaktu z usługodawcą i zachować ślad tej próby.

    Ja do zgłoszenia dorzuciłbym jeszcze jedną, prostą oś czasu w PDF albo w treści formularza: data zakupu, obiecany start kursu, data wyłączenia strony, daty prób kontaktu i informację, że usługa cyfrowa nie została udostępniona. To bardzo pomaga, bo bank ocenia nie tylko „czy była płatność”, ale czy z materiałów jasno wynika, że usługa nie została wykonana. Mastercard wprost przypomina też, że formalny spór prowadzi wyłącznie bank-wydawca karty, więc infolinia może brzmieć ogólnie, ale to bank ma obowiązek przyjąć zgłoszenie i ocenić materiał.

    Jeśli chodzi o czas, w praktyce nie nastawiałbym się na tydzień. ING podaje orientacyjnie około 3 miesięcy, a Visa opisywała, że spory kartowe potrafią zamykać się szybciej, ale bardziej złożone sprawy trwają dłużej. Ważne też, żeby nie przeciągać zgłoszenia, bo dla usług niedostarczonych reguły Visa przewidują zwykle 120 dni od oczekiwanej daty wykonania usługi, z określonym limitem maksymalnym od daty transakcji.

    Na Twoim miejscu zrobiłbym to od razu i równolegle przeczytał materiały o karcie kredytowej, zajrzał do wątku o bezpieczeństwie płatności w internecie i sprawdził, jak wygląda procedura reklamacji w banku. Tu nie wygląda to na słaby case. Najważniejsze są: czytelny komplet dowodów, próba kontaktu ze sprzedawcą i szybkie zgłoszenie. Jeśli bank będzie chciał coś jeszcze, najczęściej dopyta o brak dostępu do usługi albo o dodatkowe screeny strony po jej wyłączeniu.

    Pozdrawiamy.

Wyświetlanie 15 wpisów - od 136 do 150 (z 485 w sumie)